Beatriz Blanco & Alegrija - koncert 27 X, godz. 20.00

Beatriz Blanco, śpiewaczka (mezzosopran) i tancerka, która po raz drugi wystąpi w Czerwonym Fortepianie, śpiewa głosem o niezwykłym, głębokim brzmieniu. Ten głos powinien nazywać się „blanco”. Jako mezzosopranistka stworzyła najwspanialszą kreację Carmen, jaką kiedykolwiek widzieliśmy na Polskich scenach operowych. Na naszej scenie z towarzyszeniem zespolu Alegrija zaśpiewa własne kompozycje i utwory najsłynniejszych kompozytorów południowoamerykańskich oraz tradycyjne wenezuelskie piosenki ludowe. Bilety po 50 zł (przedsprzedaż) oraz 60 zł w dniu imprezy. Rezerwacje droga sms-ową, nr 512170995. Bilety zarezerwowane sms-em nalezy wykupić w terminie do końca wrzesnia 2019 roku.
..............................................................................

Beatriz urodziła się w Wenezueli, przeżywającej właśnie najgorsze skutki swojej politycznej „dobrej zmiany” i z państwa, które z racji na swoje bogactwa naturalne, mogłoby być najbogatszym państwem świata, w wyniku głupoty rządzących, stało się krajem biedy, cierpienia i ucisku. Beatriz śpiewa o tym w swoich kompozycjach. Słowa wszystkich piosenek tłumaczy na Polski, dzięki czemu podczas koncertu można dowiedzieć się też o aktualnej sytuacji w Wenezueli.

Czerwony Fortepian - wyjątkowy instrument

Czerwony Fortepian – to nie tylko miejsce, ale także realny, prawdziwy instrument, niestety dziś pełniący rolę wyłącznie pięknego, zabytkowego eksponatu. Fortepian zamilkł kilkadziesiąt lat temu, ale liczymy, że znajdzie się ktoś kto zajmie się jego renowacją, o ile to możliwe. Wieść niesie, ze fortepiany  wiedeńskiej firmy Pokorny od początku miały w sobie ukryte wady i niedoskonałości, stąd zbyt kosztowne były ich naprawy i produkcję w końcu wstrzymano. Stało się to ponad 120 lat temu i od tamtej pory fortepiany tej marki tułały się po świecie – trochę nieudane, ale jednak grające, zamieszkały w różnych domach Europy. Nasz pamięta czasy zaborów, pierwszej i drugiej wojny, okres PRL... Ostatnią renowację przeszedł w 1942 roku, ale do Polski przyjechał dużo wcześniej, bo w 1905 r. Potem się tułał i w końcu wylądował na śmietniku, gdzie cudem został odnaleziony.